Konie! Pani Ewa Szadyn marzyła o nich od dziecka. 26 lat temu sprzedali z mężem mieszkanie w mieście i z dwiema córkami oraz trzecią w drodze kupili gospodarstwo na wsi w dolinie Liwca, między Kałuszynem a Węgrowem. I dwie klacze. Tak to się zaczęło.
Dzisiaj w Stadninie koni małopolskich „Konik Polski” jest 13 koni wywodzących się właśnie od tych pierwszych 2 gniadych klaczy z Janowa Podlaskiego. Są również trzy psy i dwa koty. Oraz mnóstwo dzikich zwierząt wokół.
Tylko rybek w stawie już nie ma, bo niedawno czapla wszystkie wyżarła. Na szczęście oszczędziła innego mieszkańca tej okolicy – zimorodka. W stawie, w upalne dni, kończą się zajęcia jazdy konnej podczas wakacyjnych obozów.




Boso i na oklep
Grupa młodziutkich amazonek wyprowadza konie ze stajni, zakłada im wodze i… dosiada. Starsze pomagają młodszym wdrapać się na wysokie grzbiety. Zero siodeł, żadnych strzemion, niektóre wyruszają na przejażdżkę na bosaka, ale wszystkie mają na głowach kaski. Zanim przejdą w kłus i galop, szybka rozgrzewka pozwalająca się rozciągnąć, dzięki czemu ewentualny upadek z konia będzie bardziej bezpieczny – pięć razy dotknąć końskiego zadu prawą dłonią, pięć razy lewą, a potem podobne ćwiczenie z dotykaniem końskich uszu.
Nastolatki uczestniczą w obozie jeździeckim w stadninie w Żarnówce. Całe ich życie tutaj toczy się wokół koni. Uczą się, jak się nimi zajmować, jak karmić, czyścić, jak dbać o ich otoczenie, jak przygotować do przejażdżki i jak wyrzucać ze stajni gnój. Uczą się uważności na zwierzęta i odpowiedzialności oraz systematyczności. A także współpracy z koleżankami i życia w małej społeczności. Śpią razem na stryszku nad stajnią, razem spożywają posiłki, razem trenują i razem zajmują się końmi. Mają też czas na rozrywki, na przykład: przygotowanie swoich czworonożnych przyjaciółek i przyjaciół na pokaz końskich fryzur!


Zrealizowane marzenie z dzieciństwa
Właścicielka stadniny, Ewa Szadyn, pokochała konie gdy była taką dziewczynką i spędzała wakacje na wsi. Zawsze marzyła o nauce konnej jazdy, ale rozpoczęła ją dopiero jako 17-latka. Ukończyła studia zootechniczne, pracowała w różnych miejscach związanych ze zwierzętami, m.in. warszawskim ZOO, a później, razem z rodziną, przeniosła się na wieś, a właściwie do gospodarstwa za wsią Żarnówka koło Grębkowa. Kupili tam z mężem stary drewniany dom i kawałek ziemi, a zaraz potem dwie klacze z Janowa Podlaskiego.
Dziś w stadninie pani Ewy jest 13 koni, na których uczą się jeździć głównie młodzi ludzie. Celem nie jest idealna technika pozwalająca zdobywać tytuły mistrzowskie, lecz naturalność i realizacja marzenia o duchowym zespoleniu jeźdźca z rumakiem.




Imprezy jeździeckie przez cały rok
Zbliża się koniec przejażdżki. Nie było żadnych upadków. Teraz już wszystkie dziewczyny jadą na bosaka – za chwilę wjadą z końmi do stawu. Pani Ewa opowiada, że to fantastyczny hydromasaż dla zwierząt. Najstarsza z klaczy ma już 29 lat, jest emerytką, ale świetnie się trzyma i wciąż pozwala się dosiadać. Ma tutaj wiele wolności, podobnie jak inne konie, które nie spędzają w stajni całych dni, lecz wypuszczane są na łąki należące do stadniny. Jedyny ogier w tym stadzie też będzie miał swój czas – tylko dla siebie, kiedy klacze wrócą do boksów.
Poza letnimi obozami w stadninie odbywają się co weekend lekcje jazdy oraz – praktycznie co miesiąc – imprezy z nocowankami dla dzieci, m.in. Andrzejki i Mikołajki konne, Hubertus czy przywitanie bocianów. Pani Ewa organizuje również cykl „Kobiecy świat”: 2-3 dniowe spotkania dla kobiet z muzykowaniem, ogniskiem, rozmowami i warsztatami. Prowadzi je osobiście sama gospodyni, nazywana dobrą czarownicą, bo jest kobietą, która dużo wie: świetnie zna się nie tylko na koniach, ale także na ziołach, dzikiej kuchni i… pisaniu książek. Jest autorką m.in. całej serii opowieści dla młodych czytelników o dziewczynce, która marzyła o tym, by jeździć konno. Kto, jak nie ona, miałby taką historię napisać?







