Wielkanoc poprzedzona okresem Wielkiego Postu jest najważniejszym świętem w kościele katolickim. Czas wielkopostny rozpoczyna środa zwana Popielcem. Ostatnia niedziela przed Wielkanocą  zwana Palmową lub Kwietną obchodzona jest na pamiątkę triumfalnego wjazdu Chrystusa do Jerozolimy na kilka dni przed męką i śmiercią.

Podczas nabożeństwa ksiądz święci palmy przyniesione przez wiernych do kościoła.  Na Mazowszu  Płockim robiono je z bazi, borówek, trzciny i bibuły.  Po poświęceniu w kościele jedną z przyniesionych palm zatykano za obraz, drugą wkładano za belkę stropową w oborze, by chroniła zwierzęta przed chorobami. Tą palmą wypędzano później po raz pierwszy bydło na pastwiska (23 kwietnia), co miało je ustrzec przed wszelkim złem. Palma zza obrazu również miała magiczną moc. Jeszcze przed jej umieszczeniem tam, dawano dzieciom do połknięcia po jednej kotce z bazi, co zapobiegało chorobom gardła. Wystawiona podczas burzy w oknie palma broniła domu przed piorunami. Gdzieniegdzie wierzono, że stara palma spalona w piecu chlebowym zapewni dobre wypieki.

Ostatni tydzień przed Wielkanocą, to okres wzmożonych przygotowań do świąt. Właśnie wtedy w dawnych mazowieckich chałupach  robiono kaszanki, kiełbasy, salcesony, „zimne nóżki” oraz gotowano szynki. Pieczono baby, gotowano i ozdabiano jajka – wszystkiego jak najwięcej i jak najlepszej jakości.  

Na święta wielkanocne zmieniał się również wygląd wnętrza domu i obejścia. Jeszcze na dwa, trzy tygodnie przed świętami gospodynie bieliły izby. Meble i sprzęty przed wniesieniem do wnętrza szorowano, a wietrzącą  się od rana na płotach i bramach odzież wierzchnią i pościel starannie trzepano. Na początku Wielkiego Tygodnia robiono porządki na podwórzu, a na koniec wysypywano ścieżkę prowadzącą do chaty świeżym, białym piaskiem. Odświętność izb podkreślano wieszając w oknach wycięte z bibuły, lśniące bielą firanki. Sufity ozdabiano kolorowymi pająkami zrobionymi z nawleczonych na nici słomek i bibuły.

W Wielką Sobotę ksiądz „święcił pokarmy”. We wsiach, w których nie było kościoła, święcenie pokarmów odbywało się „po chałupach”. Księdza przewozili ze wsi do wsi kolejni gospodarze, a gospodynie znosiły do jednej lub dwu najzamożniejszych chałup swoje jadło, gdzie pozostawiały je i udawały się do swoich zajęć, włożywszy przedtem do stojącego w kącie kosza kilka surowych jaj. Stanowiły one zwyczajowe podziękowanie dla plebana i nazywane były gdzieniegdzie „wykupem”.

Na początku dziewiętnastego wieku święcono wszystko, co przygotowane było do zjedzenia podczas świąt. Z upływem lat ilość noszonego do poświęcenia jadła malała, a w latach międzywojennych  mieściła się w koszyku,  czy glinianej misie. Zawsze jednak starano się dbać o jakość i wygląd pokarmów. Najważniejsze zatem były: jajka, chleb, sól, biały ser, korzeń chrzanu na pamiątkę gorzkiej męki Chrystusa, masło i mięso. Jaja najczęściej barwiono w wywarze z kory dębowej, łupin cebuli lub listków młodego żyta.

O wschodzie słońca w Wielką Niedzielę gromadnie udawano się na Rezurekcję. Po powrocie do domu, jeszcze przed śniadaniem, gospodarz wylewał na talerzyk trochę święconej wody i kropił podwórze, pole za stodołą, budynki, a na koniec zgromadzoną dokoła stołu rodzinę. Następnie wszyscy odmawiali krótką modlitwę, po czym dzielili się wielkanocnym jajkiem i spożywali „święcone”.

Wielkanoc starano się spędzać w gronie rodzinnym. Dopiero w poniedziałek wielkanocny wieś ożywała. Od wczesnego ranka mali chłopcy obiegali domy z koszykiem i naczyniami z wodą, rozpoczynając  od swojej chrzestnej, gdyż tam mogli się spodziewać nie tylko jajek, kawałka ciasta, czy kiełbasy, ale i paru groszy. Starsi chłopcy zaczajali się za węgłami chałup albo na strychach na dziewczęta. Niektóre, co ładniejsze, uprowadzano z domów i  ciągnięto lub niesiono do stawu albo zanurzano w korycie do pojenia zwierząt. Około południa „oblewała się wodą  cała wieś”. Gdzieniegdzie w tym samym okresie widywano jeszcze chłopców chodzących z kogutkiem, a na początku XX wieku także dziewczęta z gaikiem, natomiast na wschodzie Mazowsza powszechne do II wojny światowej były wielkanocne huśtawki, nazywane tu wozawkami lub siubienicami. Te drewniane, nierzadko kilkumetrowej wysokości huśtawki, stawiane były przez kawalerów, a  bujano się na nich po dwoje na stojąco. Wierzono, że kto się na Wielkanoc „przebuja na wozawce” , tego przez cały rok głowa nie zaboli. Dzieci grały w jajka.

A JAKA JEST TWOJA HISTORIA?

Mazowiecka Wielkanoc. Muzeum Wsi Mazowieckiej w Sierpcu

Wielkanoc charakteryzuje się bogactwem zwyczajów i obrzędów. Znakomicie ilustruje je wystawa „Wielkanoc na Mazowszu” prezentowana od marca do końca kwietnia w Muzeum Wsi Mazowieckiej w Sierpcu.  

Wnętrza chłopskich chałup i dworu ziemiańskiego przybliżają przygotowania do świąt i świętowanie Wielkiej Nocy. Można zobaczyć między innymi jak wyglądały izby podczas sporządzania wyrobów mięsnych, wypiekania chleba, ciast i bab,  zdobienia jaj, szykowania święconek. Można porównać zastawiony święconym stół dziedzica ze stołem chłopskim, a nawet obejrzeć wielkanocnego kogutka, gaik, czy drewniane dyngusówki do polewania wodą.
    
Kto zatem chce lepiej poznać świąteczne zwyczaje naszych wiejskich przodków i duchowo przygotować się do nadchodzącej Wielkanocy, niech odwiedzi sierpecki skansen. Szczegółowe informacje można znaleźć na stronie www.mwmskansen.pl.

Robert Rumiński, Muzeum Wsi Mazowieckiej w Sierpcu
fot. D, Krześniak

DANE KONTAKTOWE
Mazowiecka Wielkanoc. Muzeum Wsi Mazowieckiej w Sierpcu
ul. Gabriela Narutowicza 64, Sierpc, 09-200
skansen@ mwmskansen.pl
24 275 28 83
mwmskansen.pl
 
 
Sprawdź nasz profil