Żyjemy w ciągłym biegu, podświadomie marząc o teleportacji do miejsca w którym czas mógłby się zatrzymać - chociaż na chwilę. Wyobrażamy sobie jak wjeżdżamy przez potężną bramę i oczami wyobraźni widzimy mury porośnięte bluszczem, jak w szkockich zamczyskach, a wszechobecna zieleń towarzyszy nam od pierwszych sekund pobytu. Można się rozmarzyć, prawda? Na szczęście sztuka teleportacji będzie zbyteczna - owe miejsce znajduje się dwie godziny drogi od Warszawy.

"Jest inny świat, tak wiem, gdzieś tu" - śpiewała niegdyś Antonina Krzysztoń. Po przekroczeniu progu Manor House, w powietrzu można było wyraźnie poczuć zapach kadzidełek - łagodny, ale niezwykle charakterystyczny. Pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy, podpowiadała, że będzie to dzień pełen wrażeń i nowych doświadczeń. Tajemniczy klimat panujący wokół całego terenu jest zdecydowanie odmienny od tego znanego z naszej codziennej, zabieganej egzystencji. Na początku było to wręcz rozpraszające, znaleźć się nagle w miejscu w którym czas płynie w innym, zdecydowanie wolniejszym tempem.

Podczas oglądania hotelowych pokoi, najwięcej uwagi zwraca dbałość o najmniejsze detale wystroju, którym zajmuje się sama właścicielka, Pani Grażyna Wrona. Znajdziemy wśród nich niespotykane gdzie indziej elementy wyposażnia: włącznik do muzyki relaksacyjnej czy personalnie dedykowane dla każdego gościa przyrząd do masażu głowy oraz dłoni. Takich detali jest niezwykle dużo - ale wszystko wydaje się być całkowicie na swoim miejscu. Goście w wolnym czasie mogą sami zgłębiać tajniki energoterapii, ponieważ każdy pokój został wyposażony w zestaw lektur związanych z tym tematem. Każde pomieszczenie posiada swoj unikalny styl, co sprawia, że o monotonności wystroju nie ma mowy. Pokoje różnią się również powierzchnią, ale nie jest to najważniejsze, ponieważ w założeniu Manor House pokój to jedynie dodatek - obiekt ma w swej ofercie na tyle dużą ilość aktywności, że wielokrotnie goście, gdy wychodzą z pokoju na śniadanie, wracają do niego dopiero w okolicach godziny 22:00, aby nabrać siły na kolejny dzień... Dodatkowo, w różnych hotelowych zakamarkach można odnaleźć miejsca do wyciszenia się, medytacji, czy po prostu spędzenia wolnego czasu z książką. Aby zapewnić gościom komfort poruszania się po hotelowym "labiryncie", otrzymują oni mapkę ze wskazówkami dojścia do wszystkich miejsc. Trzeba jednak zwrócić uwagę na fakt, że osoby niepełnosprawne będą mogły korzystać tylko z pokoi położonych na parterze w części pałacowej obiektu. Zabytkowa materia budynku nie pozwoliła przełamać barier architektonicznych stojących  przed niektórymi osobami niepełnosprawnymi.
 
Zarówno dla gości "na dłużej" jak i dla przyjeżdżających na chwilę swoje gościnne progi otwiera restauracja hotelowa położona w budynku będącym kiedyś stajnią, a teraz nazywanym "Stajnią Platera". Poza podstawową kartą dań, zawierającą głównie propozycje kuchni polskiej, choć nie braknie tu ciekawostek kuchnii włoskiej i japońskiej, otrzymamy kartę dań wegańskich. To fantastyczne, bo w wielu miejscach zamówienie dania wegetariańskiego bądź wegańskiego graniczy z cudem. Karta wegańska zawiera propozycje wszystkich dań. Są tu np. plasterki cukinii w sezamowej panierce, czy warzywa korzenne - przygotowane z ogromną starannością i tworzące unikalny smak. Ku naszemu zaskoczeniu mimo, że to tylko warzywa, to dają dużą dawkę energii niezbędną tu do doświadczenia całej gamy aktywności. Proponowane tutaj potrawy kuchni polskiej zaspokoją oczekiwania nawet największego smakosza. Jedyne czego nieco brakuje w obu kartach, to nieco lżejsze desery, np. z owoców sezonowych.
 
Kompleks SPA oferuje tak interesującą gamę atrakcji, że aż trudno wybrać jedną konkretną propozycję. Mamy tu do dyspozycji: łaźnie rzymskie z termoterapią, bezchlorowy basen z hydroterapią, gabinet odnowy posiadający około 150 zabiegów, chatę solną z haloterapią, a to tylko część atrakcji... Po raz pierwszy tutaj korzystałam z uroków gabinetu odnowy i zabiegu "dary natury" - zostałam poddana energetycznemu masażowi twarzy przy użyciu kremów zawierających naturalne elementy ze śluzu ślimaka. Zabieg trwał około godziny i w 100% spełnił swoje założenia - wyszłam zrelaksowana i wypoczęta, pozbywając się śladów zmęczenia po niezwykle wczesnej pobudce.
 
Kolejną atrakcją oferowaną przez Manor House był, odbywający się w godzinach wieczornych "koncert na misy i gongi tybetańskie". Nie jest to zwykły koncert, nie trzeba stać - nie trzeba nawet siedzieć! W zaciemnionej sali ułożone są poduszki i koce, tak aby każdy uczestnik podczas trwania koncertu przyjął pozycję leżącą. Początkowo byłam nieco zdziwiona, gdyż nie miałam nigdy wcześniej możliwości uczestniczenia w koncercie, którego celem jest prawdziwy "masaż muzyczny" dla ciała. Misy i gongi, wchodząc w rezonans generują wibracje, które docierają do receptorów znajdujących się w naszym ciele. Dodatkowo, aby skuteczniej się zrelaksować, mieliśmy wykonywać proste ćwiczenie oddechowe - pobierać powietrze nosem, zatrzymywać, a następnie spokojnie wypuszczać ustami. Każdy koncert tego typu trwa godzinię. Po całkowitym wyciszeniu muzyki, nastąpiła krótka dyskusja prowadzącej koncert z jego uczestnikami - pytania o emocje, doświadczenia. Osobiście nie przepadam za aktywnym udziałem w tego typu "podsumowaniach", ale z przyjemnością obserwowałam jak inni słuchacze - być może bardziej doświadczeni w tego typu praktykach, dzielili się swoimi pozytywnymi odczuciami z koncertu.
 
Całe otoczenie hotelu pokryte jest niemalże bezkresną na pierwszy rzut oka zielenią. Budząca podziw ilość drzew, z których wiele stanowi pomniki przyrody, a dalej leżaki, hamaki, miejsca do spożycia posiłku na świeżym powietrzu stanowią wspaniałą alternatywę do spędzania wolnego czasu podczas letnich dni. Podczas przechadzki parkowymi alejkami, można spotkać gości hotelowych, spacerujących w szlafrokach - to również przyciągnęło moją uwagę, ponieważ dzięki temu idylliczny klimat tego miejsca jest jeszcze bardziej wyrazisty. W parku można znaleźć również sporo atrakcji: wcześniej wspomniana witalna wioska, otwarta w każdą sobotę; wodny golf, energetyczna piramida Horusa, plac zabaw z plażą oraz nieopodal - stadnina koni. To super atrakcja dla dzieci i dorosłych, gdzie prawdziwą "żywą legendą" stał się kuc Józek, znany z tego, że jest w stanie zjeść wszystko co napotka na swojej drodze, a przy tym jest niezwykle cwany i przebiegły. Bo słyszał ktoś, aby kucyk wyjadał kiełbasę z miski dla psa? Dziwy, dziwy, najprawdziwsze dziwy...

Manor House znajduje się w zamku w Chlewiskach - jego początki można datować na XII wiek, kiedy to Piotr Dunin - ówczesny właściciel okolicznych dóbr wybudował gródek obronny. Odrowążowie, którzy z czasem przejeli nazwisko Chlewiccy zostali jego właścicielami, więc zalążki obecnego hotelu i SPA siegają XV wieku. O przebudowie zamku w 1605 roku świadczy pamiątkowa tablica znajdująca się na terenie obiektu. Zamek posiadał wielu właścicieli - z czasem, dzięki Józefowi i Aleksandrowi Podkańskim przerodził się z twierdzy obronnej w rezydencję. W 1886 roku zostały dobudowane stajnie, a ostatnim właścicielem została firma Manor House, wykupując go w 1999 roku.
 
Miejsce to pozwala właścicielom na odkrywanie różnorakich obiektów pozostawionych przez poprzednich gospodarzy, które wraz z biegiem historii uległy niestety zniszczeniu. Kilka lat temu, właściciele Manor House odkryli, że przy zabudowie zamku znajdują się pewne fundamenty - konstrukcji, która była punktem widokowym oraz oraz amboną strzelecką ówczesnego zwierzyńca. Surowa kamienna konstrukcja stylizowana na gotycki zamek, dzięki zgodzie konserwatora zabytków została zrekonsturowana w 2013/2014 roku.

Podobnie odkryta została studnia Dobiesława Odrowąża - powstała w II połowie XV wieku wraz ze wzniesieniem murowanego budynku o kształcie dworu wieżowego. Głębokość studni wynosi 13 metrów, a wykonana została na planie koła o średnicy 180 centymetrów. Studnia została odkryta w niekoniecznie pomyślnych okolicznościach - po pożarze budynku "Stajni Platera", 25 grudnia 2012 roku, o czym mowa będzie w dalszej części artykułu.

Pozostałymi obiektami wpisującymi się w historię pałacu jest przykładowo lodownia dworska, znajdująca się na północnym stoku wzgórza. Składa się z czterech kmór - wzniesiona jest z kamienia i posiada dach w formie kopy pokryty gnotem. Warto w tym miejscu również wspomnieć o piwnicah z XV wieku - do chwili obecnej zachowały się trzy piwnice wkopane we wzgórze zamkowe. Pierwsza jest nadal zawalona, druga jest winnicą pod pałacem, trzecia zaś jest piwnicą pod sceną pałacową. Być może kolejne lata działalności Manor House pomogą odkryć jeszcze inne, nadal nieodkryte pozostałości po poprzednich właścielach miejsca, które jeszcze silniej zwiążą owe miejsce z historią Mazowsza.

Każde miejsce kryje w sobie ciekawe historie, anegdoty - w przypadku Manor House jest dokładnie tak samo. Dzięki spotkaniu z Panem Jackiem Hanuszem udało nam się poznać kilka z nich. Do kompleksu przybywają różni ludzie, z różnym nastawieniem - zarówno tym optymistycznym, jak i nieco sceptycznym. Jednak nie ma tu miejsca na sceptycyzm, czasami wystarczy chwilę "zaczekać", aby odkryć magię tego miejsca. Manor House posiada już pewne - wyrobione przez turystów, swoiste slogany - "tu czas płynie inaczej", czy "zapraszamy do mruczących kominków". Pewnego razu do obiektu przybył pewien mężczyzna, który nie do końca wierzył w owe słowa, że będzie się tu czuł jak w domu. Jednak po spędzeniu całego dnia na terenie pałacu, zszedł następnego poranka do hotelowej restauracji, zamówił kawę i powiedział do Pana Jacka:  "wie pan co, tak się śmiałem z tego co mówili ludzie, z tych sloganów - ale teraz, gdy zszedłem na śniadanie - faktycznie, czuje się jak u siebie." I jeśli mogę dodać moje subiektywne zdanie, to faktycznie, coś w tym jest, ponieważ po spędzeniu niemalże całego dnia w Manor House, gdy zaczynałam powoli orientować się gdzie i co się znajduje, poczułam niezwykle przyjazną, a wręcz - domową atmosferę.

Ale nie tylko takie sytuacje zaskakują - pani Małgorzata Przydacka opowiadała nam o mężczyznach odwiedzających część SPA - są to tacy, którzy określają samych siebie jako "twardych", prawdopodobnie dodatkowo z "sercem z kamienia" - wkraczają na zabieg pewni, że cały temat "energoterapii" to coś kompletnie abstrakcyjnego, nierealnego. Ich stan pewności wobec tego przekonania nie trwa długo i po wykonaniu danego zabiegu wychodzą całkowicie oszołomieni. Podobnie jest z wyborem samego zabiegu - większość osób wchodząc do "Gabinetu Odnowy" wybiera masaż klasyczny (być może wynika to z braku wiedzy na temat innych rodzajów masażu, a być może z osobistych preferencji) - mimo tego, obsługa SPA zawsze stara się ich namówić na spróbowanie jakiegoś bardziej specjalistycznego rodzaju masażu, z którego być może nie będą mieli okazji skorzystać, a na pewno nie w tej formie w jakiej występuje w Manor House.
 
Ostatnia historia jest nieco inna - ukazuje ona bowiem magię siły współpracy oraz poczucia więzi z miejscem, która łączy całą załogę obiektu. Dnia 25 grudnia 2012 roku w Stajni Platera wybuchł pożar, był to pierwszy dzień świąt, część obsługi hotelu i SPA znajdowała się poza dworem. Miejscowość jest stosunkowo mała, a wszyscy mieszkają w okolicy, więc gdy tylko rozbrzmiały syreny strażackie i okazało się, że to właśnie część Manor House się pali - wszyscy porzucili swoje bieżące zadania i pojechali na miejsce pożaru. Z opowieści Pani Małgorzaty Przydackiej, wyobrażam sobie, że musiało to być niezwykle dramatyczne przeżycie, widzieć jak tak naprawdę wspólne "dzieło", jakim jest to miejsce, płonie i co gorsza - nie można nic zrobić. Udało się wynieść część rzeczy, na szczęście w tamtym momencie nie było gości w tej części obiektu. Dzisiaj śladów pożarów już nie ma, pozostały wspomnienia, które umocniły więzi pracownicków.

A JAKA JEST TWOJA HISTORIA?

MANOR HOUSE - CHWYTAJ CHWILĘ, WYRZUĆ ZEGAREK

Poza stałą ofertą hotelu i SPA, są tu również wydarzenia cykliczne, o których z całą pewnością warto napisać. Obiekt w ramach programu wakacyjnego organizuje warsztaty lepienia naczyń z gliny. Możliwe jest również zorganizowanie warsztatów kulinarnych - na zamówienie danej grupy. Ja jednak chciałabym skupić się na czymś, co wydaje się być kolejnym świadectwem na to, że można się tu poczuć "jak w domu".
 
Z racji tego, że mamy już niemalże jesień - rozpocznę od bożonarodzeniowej tradycji w Manor House. Na terenie restauracji zostaje postawiona choinka, goście wykonują ozdoby choinkowe z: makaronu, papieru, wzorowane na mazowieckich tradycjach. W tym samym około-świątecznym czasie, w Witalnej Wiosce odbywa się "Biesiada z Grzańcem", wypełniona muzyką i dużą dawką zabawy połączonej z relaksem. Przed wigilią rodzice mogą dostarczyć prezenty do świętego Mikołaja, który następnie pojawia się po wieczerzy wigilijnej na której zgromadzeni są wszyscy goście i rozdaje prezenty. Animator podczas wieczerzy wigilijnej znajmuje się kultywowaniem wigilijnych tradycji - śpiewanie kolęd, odtwarzaniem przysłów związanych ze świętami Bożego Narodzenia. Drugi dzień świąt związany jest z tradycją jaką jest grochówka polowa, a wszystko to w niezwykle ciepłej atmosferze. Jak mówi Pani Małgorzata Przydacka, ilość gości zainteresowanych spędzeniem świąt w Manor House w każdym roku rośnie i właściwie osiągnełą już całkowite zapełnienie hotelowych pokoi.
 
Podobnie jest z Wielkanocą, w pierwszy dzień świąt organizowane jest tzw. szukanie "złotego jaja", ukrytego na terenie obiektu. W Wielki Piątek goście mają możliwość ulepienia własnego baranka z masy solnej, każdy szukuje swój koszyczek, który jest święcony w przypałacowej kaplicy. W niedziele następuje tradycyjne dzielenie się jajeczkiem. Aby móc cieszyć się świętami w tym miejscu, należy dokonać rezerwacji z conajmniej trzy miesięcznym wyprzedzeniem.
 
Próbując zebrać wszystkie dotychczasowe przemyślenia, informacje oraz historie, mam nieodparte wrażenie, że jedną nogą znajduje się właśnie przed komputerem pisząc ten artykuł, a drugą jeszcze w Manor House, mimo, że od wizyty minął już jakiś czas. Chyba w odkrywaniu nowych miejsc, właśnie to jest ważne - kiedy dane miejsce i związane z nim emocje, wspomnienia pozostają w nas na dłuższy czas i nie rozmywają się wraz z powrotem do rzeczywitości. Tak jest przynajmniej w moim przypadku, mimo tego, że trzeba było z powrotem "założyć zegarek" i powrócić do napiętego termniarza, mam nadzieję, że będę miała jeszcze przyjemność wrócić do tego przepełnionego pozytywną energią miejsca.

 

DANE KONTAKTOWE
MANOR HOUSE - CHWYTAJ CHWILĘ, WYRZUĆ ZEGAREK
Czachowskiego 56, 26-510 Chlewiska (koło Szydłowca)
chlewiska@ manorhouse.pl
+48 48 628 70 61
www.manorhouse.pl
 
141km / 1h 50min jazdy samochodem
Sprawdź nasz profil